Takie mecze są bardzo ważne, ponieważ pomimo tego, że z końcowym gwizdkiem są w efekcie przegrane, to wnoszą w rozwój takiej młodej drużyny rzecz bezcenną: budują charakter całego zespołu.

Bardzo ciekawy mecz walki z wielkim zaangażowaniem wszystkich zawodników i ich trenerów (Siergieja i Doriana).

Przegraliśmy pierwszą połowę 3:0, natomiast drugą wygraliśmy 2:0.

Przez pierwsze kilkanaście minut trwała nieustępliwa walka obydwu zespołów o każde kopnięcie piłki w środkowej i bocznych częściach trawiastego boiska.

Toczyliśmy wyrównane bitwy do czasu rzutu rożnego z którego w zamieszaniu podbramkowym strzeliliśmy sobie gola samobójczego. Pech.

Praktycznie od „ręki” mogliśmy wyrównać, Kamil Licbarski z prawej strony pola karnego podał do Franka Dyderskiego, który wyszedł „sam na sam” i pięknym strzałem prawie pokonał bramkarza, prawie bo trafił w słupek a piłka z impetem wróciła na boisko!

Kilka minut później swoją szansę otrzymał Krystian Kacprzak (dobra, waleczna postawa na skrzydle w trakcie całego meczu), który wykonał rzut wolny bezpośredni z linii pola karnego Advitu. Zabrakło nam odrobiny szczęścia ponieważ rewelacyjną paradą popisał się bramkarz gospodarzy, przenosząc piłkę tuż nad poprzeczką.Po obejrzeniu zdjęć trzeba pochwalić Franka, który szukając szansy na dobitkę momentalnie znalazł się przy bramkarzu.

Przez następne kilka minut Franek z Kamilem pojawiali się kilkukrotnie w polu karnym piłkarzy z Wiązowny.

Kilka minut później Advit zdobywa drugą i w końcu trzecią bramkę na zejście do szatni. Koniec? Po meczu? Nic bardziej mylnego, ponieważ duże emocje towarzyszyły wszystkim kibicom do ostatniej sekundy czasu gry.

My też mięliśmy kilka swoich super sytuacji, w tym także te najbardziej ekscytujące z gatunku „sam na sam” (pamiętam przynajmniej takie dwie), które zakończyły się wyłapaniem lub zablokowaniem piłki w ostatniej chwili przez bramkarza gospodarzy. Tę pierwszą połowę Advit wygrał zasłużenie, był po prostu bardziej skuteczny.

Druga połowa należała już tylko Józy 2005 C. Wygraliśmy ją zasłużenie 2:0. Miała ona zupełnie odmienny przebieg od pierwszej. Najpierw Kamil zdobył ładnego i bardzo ważnego gola na 3:1. Po wywalczeniu piłki z rzutu sędziowskiego, pobiegł szybko w rajdzie przez większą część połowy przeciwnika, który zakończył mocnym strzałem w prawy górny róg bramki Advitu. Nasza przewaga była bezapelacyjna, to my kontrolowaliśmy grę i budowaliśmy następne groźne akcje.

Kilkanaście minut później, po następnej indywidualnej akcji w polu karnym Kamil Licbarski w asyście obrońców i Franka z prawej strony oddał celny mocny strzał z podbicia, który bramkarz „białych” obronił, a o odbitą piłkę walczył już Franek z obrońcami.

Swoją bardzo ładną indywidualną akcję bramkową wykorzystał też Franek Dyderski, który w pełnym biegu oddał strzał, który został z dużym trudem obroniony przez bramkarza gospodarzy po czym po obronie odbita piłka spadła tuż po prawej stronie bramkarza, z czego z zimną krwią skorzystał Franek, który pewnie dobił na pustą bramkę – strzelając extra gola na 3:2! Uwierzyliśmy wtedy w remis!

Czas nieubłaganie upływał bardzo szybko, a na ok. 10 minut przed końcem zawodów nad Wiązowną zaczął padać rzęsisty deszcz. Wtedy dała o sobie znać także burza. W tej drugiej części meczu Józa „napierała” cały czas do zdobycia wyrównującego gola. Na ok.5 minut przed końcem spotkania, sędzia podejmuje decyzję o przerwaniu meczu. Ponieważ intensywny deszcz i burza całkowicie nie ustępowały, mecz zostaje wznowiony. Ta niespodziewana przerwa wybiła nas z rytmu, choć do samego końca chłopcy próbowali doprowadzić do wyniku remisowego. Jeszcze jedną szansę na koniec miał Kamil po indywidualnej akcji, kiedy po zejściu z piłką do linii końcowej pola karnego praktycznie z zerowego kąta przedzierał się przez obrońców do bramkarza – ostatecznie trafiając mocno w słupek, co usłyszeliśmy nawet przy linii bocznej boiska.

Ależ to były emocje! Ławka rezerwowych i kibicujący rodzice ciągle wierzyli w to, źe naprawdę strzelimy jeszcze jedną trzecią bramkę i w rezultacie z remisujemy 3:3.

Pochwalić w tym miejscu można także coraz odważniej grającego na pozycji obrońcy – Artura Lodonia, który wielokrotne uratował Józę przed utratą gola (często w ostatniej chwili, np.wybijając piłkę głową na rzut rożny). Na pochwałę zasłużyli także obrońca Mateusz Poreda i kapitan/pomocnik Maciej Rowiński a także dzielnie walczący na skrzydle zawodnik z numerem 47 (r.2006).

Podziękowania dla całej drużyny za upór i ambicję: super bramkarza (r.2006), walecznej formacji obronnej, dla pomocników, dryblujących skrzydłowych i aktywnych napastników. Kondycyjnie też było dobrze, należy podkreślić, iż przedwcześnie z sił nie opadliśmy.

Dzięki ze serce na boisku, za walkę i ambicję.

Czekamy na rewanż w Józefovie!

Link do pełnej fotogalerii w Google

Autor: Darek


 

ADVIT Wiązowna vs MLKS Józefovia