Zastanawiałem się, czy w ogóle pisać relacje z obozu. Chłopcy są już duzi, tęsknota mniejsza, być może w związku z tym zainteresowanie życiem obozowym mniejsze. Pomyślałem jednak, że może są rodzice, którzy bez względu na wiek są ciekawi, co słychać u ich dzieci, w relacji nie tylko SMSowej z synem, ale okiem obserwatora z boku. Zatem pokrótce przedstawię jak jest.

Zawsze pierwszy dzień bywa intensywny ze względu na organizację i dostosowanie się do warunków na miejscu i wykorzystania pełnych jego możliwości. Dlatego chłopcy nie mieli czasu pobyć za bardzo w pokojach. 7.45 Pobudka. 8.00 Rozruch (już nie biegają, ale ćwiczenia z piłkami). 9.30 Śniadanie. 11.00 Trening w upale. 13.30 Obiad. 14.00 Kąpiel w morzu. 16.00 Trening przy lekkim wietrze (morska bryza). 19.00 Kolacja. 20.00 Zajęcia z Panią Psycholog. 22.00 Sen. Ponieważ postanowiłem ćwiczyć optymizm, aby zwiększyć jego esencję w naszym społeczeństwie, sytuacja wygląda następująco:

W podróży chłopcy ćwiczyli cierpliwość i odporność na wysokie temperatury, jakie ich czekają na kontrakcie w Barcelonie. Pokoje w pensjonacie wpływają na jeszcze większą integrację zawodników i pozwalają doświadczyć czystości przedmieść Delhi. Boisko świetnie przygotowuje do gry na najtrudniejszym terenie. Jedzenie w pensjonacie zwiększa empatię do niektórych krajów afrykańskich tym samym ucząc szacunku i pokory. Zachowanie opiekunów uczy tolerancji wobec ludzi,  zrozumienia ich trudnego dzieciństwa i wynikających z niego kompleksów (no nie… to oczywiście żart :)).

Załączam kilka zdjęć zrobionych zorką pięć.