Uwaga: link do pełnej fotogalerii w Google znajduje się pod artykułem.

sobota 2017.05.03
Vulkan Wólka Mlądzka-Józefovia 2005C 2:3
VI liga MZPN

I połowa 1:1

Najważniejsze jest serce do gry.
Mecz powinien zakończyć się remisem.
Poszukajmy nowych chętnych zawodników, skład na meczu MUSI być pełny.

To był jeden z najlepszych meczów drużyny C, chyba jeszcze lepszy niż ten z przed kilku tygodni, który rozegraliśmy w Wiązownie. Chłopcy zagrali na dobrze przygotowanym boisku trawiastym, które bardzo pomogło wszystkim zawodnikom w rozegraniu szybkiego i dynamicznego meczu.

Spotkanie było bardzo emocjonujące, wśród kibiców obydwu drużyn, co chwila było regularnie słychać pełne zawodu okrzyki po nie wykorzystanych podbramkowych sytuacjach strzeleckich, licznych paradach bramkarzy, po których piłka regularnie mijała słupki czy poprzeczki, po mocnych ale niecelnych strzałach z pola karnego lub z dystansu.

Nasi chłopcy od samego początku zagrali odważnie do przodu, pierwszą bramkę już w 3 minucie mógł strzelić po indywidualnej akcji w polu karnym gospodarzy Kamil Licbarski (strzelając z ostrego kąta w prawy górny róg bocznej siatki). Bezpośrednio po tej akcji mięliśmy jeszcze kilka następnych sytuacji po których mogliśmy otworzyć wynik. Gospodarze (co w pomeczowej rozmowie sam przyznał trener gospodarzy) nie spodziewali się takiego obrotu sprawy. To nie były dla nich łatwe punkty.

Pogoda była upalna a na naszej ławce rezerwowych widzieliśmy tylko energicznie pokrzykującego trenera Siergieja. Za nim był cały rząd pustych krzesełek – ani jednego zawodnika rezerwowego. Można było sobie tylko w kółko zadawać to samo pytanie: czy chłopcy wytrzymają ten mecz kondycyjnie? Pytanie było zasadne ponieważ gospodarze dysponowali całą ławką zmienników, a zmęczenie naszych młodych piłkarzy mogło przesądzić o losach tego spotkania. Stąd pewnie dochodziło momentami do okresów znaczącej przewagi rywali pod naszym polem karnym, przy czym po upływie tych kilku minut zawsze wracaliśmy do gry i to my potem przez pewien czas przeważaliśmy.

Bardzo dobrze zachował się arbiter, zarządzając przerwy na ugaszenie pragnienia.

Pierwszą bramkę straciliśmy w ok. 20 min. pierwszej połowy. Przy stanie 0:1 dalej graliśmy nieustępliwą piłkę. Wyrównaliśmy jeszcze przed przerwą ok. 25 min. Wyrównanie na 1:1 zdobył Franek Dyderski strzelając super gola po indywidualnej akcji.

Jak już wspomniałem mecz obfitował w całe mnóstwo niewykorzystanych szans po obydwu stronach boiskach. Zaczęliśmy mocno, mogliśmy uzyskać prowadzenie już od ok. 3 minuty. Widzieliśmy na własne oczy bardzo ambitną grę i dużo walki (a także błędów po obu stronach w środku pola). Raz długimi chwilami przeważał Vulkan, a raz Józa. W tym miejscu jeszcze raz wyróżnię arbitra, który w opinii naszych kibiców był jednym z najlepszych sędziów, który kiedykolwiek sędziował mecz z udziałem naszych drużyn Józy 2005B/C. Brawo panie sędzio, nie pamiętam pana nazwiska, ale tą drogą gratuluję i dziękuję za bardzo dobre sędziowanie – oczywiście z pożytkiem dla każdej z drużyn.

Wracając do meczu wszyscy zawodnicy, tj. każda formacja spisała się na piątkę. Absorbujący uwagę obrońców i bramkarza Vulkanu atak w osobach szybkich Franka i Kamila, który często w środku pola wspierał też pomocniķów, grając czasem lekko cofnięty. Wydaje mi się, że należy szczególnie wyróżnić „super” obrońcę Artura Lodonia który wyróżnił się skutecznością w rozbijaniu regularnych ataków Vulkanu. „Artur wymiatał” wszystko co było do przejęcia, zablokowania nogą czy wybicia głową. Wspierał go dobrze Mateusz Poreda, Grześ Pijanowski, Krystian Kacprzak.

II połowa 1:2

Po rozpoczęciu drugiej połowy przeciwnicy wykorzystali naszą chwilową dekoncentrację i w dokładnie w pierwszej minucie podwyższyli wynik na 2:1.

W 45′ wyrównujemy. Najpierw akcję bramkową na długo przed polem karnym gospodarzy, rozpoczął Kamil, który indywidualnym dryblingiem (na około 30 metrze) zajął uwagę wysuniętych obrońcòw, których potem wyprzedził strzelając w biegu na bramkę. Bramkarz niestety broni wybijając piłkę w pole,gdzie następnie piłkę przejmuje a potem dobija Franek. Remis 2:2. Tutaj mecz powinien się zakończyć, potem były jeszcze liczne akcje indywidualne, rzuty wolne, liczne faule, denerwujący się trener, bardzo dobrze grający nasz bramkarz, Dawid rozgrywający swój najdłuższy mecz, Grześ grający z opaską kapitana i te puste krzesełka na ławce rezerwowych (!!!).

Było też kilka groźnych rzutów rożnych, wolnych, no i w końcu przyszła ta ostatnia, nieszczęsna 60 minuta meczu w której, Józa była już bardzo zmęczona i w której straciliśmy ostatnią bramkę (naturalnie ku radości Vulkanu) na 2:3. W sporcie nie ma jednak sprawiedliwości.

31’ Vulkan podwyższa 1:2
45’ (ok.) Józa wyrównuje na 2:2
60’ Vulkan podwyższa 3:2

Miałem nic nie pisać o kibicach Vulkanu z pozoru spokojnych (tu pozdrawiam 🙁 starszego pana „pilnującego trawy na boisku”) i ich słownych „niezbyt grzecznych” słownych zaczepkach. Ale jedno jest pewne, że kibice poszczególnych drużyn nie powinni być ze sobą „wymieszani” na jednej trybunie, bo inaczej…ech.

Jeszcze jedno, o tym, że to nie był łatwy mecz, niech świadczy wypowiedź jednego z naszych napastników z którym rozmawiałem już po zakończonym spotkaniu. Powiedział mi, że już dawno nie był tak mocno i często faulowany: „kilka razy mocno skosili mnie atakiem na nogi od tyłu”.

Brawo dla naszych piłkarzy za naprawdę dobry mecz (dla wszystkich formacji), brawo dla Trenera za to że był motorem napędowym dla chłopaków (dbał też o ich „odnowę biologiczną”, polewając ich wodą dla ochłody :). Brawa dla bramkarza i jego kolegi z drùżyny rocznika 2006 za ambitną grę do końcowego gwizdka.
W końcu brawo dla p. Arbitra (za dobrą robotę).

Dwa razy doprowadzaliśmy do remisu, na trzeci raz zabrakło nam po prostu na to czasu (tak czasu a nie sił). Cała nasza drużyna wytrzymała mecz kondycyjnie! Teraz przed nami już tylko ostatni mecz rewanżowy z dobrze nam znanym Advitem.

Link do pełnej fotogalerii w Google.

Autor: Darek