Ponieważ jestem szczególnie uprawniony do nadania takiego tytułu, śpieszę z wyjaśnieniem głębszego sensu takiego, a nie innego podsumowania meczu z Escolą.

Chłopcy stoczyli zacięty  pojedynek i rzeczywiście mało brakowało, aby w osłabionym składzie (kontuzja Maliny i Rowika) zrobili przeciwnikom niemiłą niespodziankę. Pierwsza połowa należała co prawda do przeciwników, którzy składniej rozgrywali akcje, jednak druga połowa to równa walka obu drużyn o zwycięstwo. Przy stanie 1:1 (bramka Filipson, asysta: Roman) mieliśmy jeszcze dwie 100% sytuacje i wydawało się, że nie oddamy inicjatywy i wywieziemy co najmniej remis z boiska Escoli. Jednak 3 minuty przed końcem nasza obrona nie miała już siły na skuteczną interwencję i gospodarze mogli cieszyć się zwycięską bramką.

Nie było chyba wśród kibiców naszej drużyny osoby nie zadowolonej z ambitnej postawy naszych chłopców. Chwaleni byli też przez kibiców gospodarzy. Z pewnością mecz ten, po takiej walce, nie można uznać za przegrany. Tak walczą tylko najlepsi, a rewanże już niedługo. Drużyna coraz bardziej się rozkręca i przypomina monolit. W szatni czuć emocje i to te prawe, chwalebne.

Cóż za miłe popołudnie. I tak będzie wyglądała cała tegoroczna jesień 😆